fbpx

Zamknięcie w domu, niepewna sytuacja, napięcie – jak sobie z nimi radzić?.

Colliers International: Mimo pięknej pogody nie można spotkać się ze znajomymi ani wybrać się na siłownię. Jak w tych warunkach rozładować stres?

Aga Kozak: Naukowcy z Harvardu, w obliczu pandemii zachęcają do codziennej praktyki jogi, ćwiczeń oddechowych i medytacji, by wzmocnić odporność na koronawirusa, wyciszyć „korona-panikę” i zniwelować stres. Joga to nie jest zwyczajna gimnastyka, choć i tak można ją potraktować. To oparta na tysiącletniej tradycji metoda opanowania zmiennych stanów umysłu i odnalezienia spokoju w sobie. Ćwiczenia dostępne są na youtube, na facebooku – wystarczy puścić, naśladować, nie trzeba nawet maty. Nauczyciele z mediów społecznościowych dają do wyboru różne poziomy zaawansowania. Jogę lubią także dzieci!

A drugie?

To wręcz magiczne ćwiczenie, które polecam absolutnie wszystkim. Wywodzi się z TRE [Tension and Trauma Releasing Exercises, ćwiczenia redukujące napięcie i traumę – red.], jest stosowane w warunkach klinicznych, ale można je wykonywać także samodzielnie: trzęsienie się. Twórca tej metody Dr David Berceli obserwował żołnierzy, którzy po wojnie w Iraku cierpieli na PTSD [zespół stresu pourazowego]. Twardych facetów, nie umiejących mówić o swoich przeżyciach, a tym bardziej uczuciach. Nie można było do nich dotrzeć rozmową, czy metodami tradycyjnej psychoterapii. Zadziałało natomiast dochodzenie do emocji przez ciało. Berceli odkrył, że naturalnym sposobem pozbywania się z organizmu hormonu stresu – kortyzolu – jest wytrząsanie. Tak jak ludzie drżą po wypadkach, czy słysząc mocny przekaz emocjonalny a psy dygoczą w sylwestrową noc słysząc wybuchy petard.

Ten mechanizm da się łatwo naśladować: stajemy mocno na ziemi, lekko uginamy kolana i zaczynamy trząść całym ciałem. Po pewnym czasie ciało reaguje na ten sygnał, stres ustępuje. Ćwiczenie można wpleść w zabawę z dziećmi, połączyć z jogą śmiechu, albo potraktować jako przerywnik w długiej pracy przed komputerem. To dobry początek nawiązywania kontaktu z własnym ciałem. Potem pozostaje obserwować, w jakie rejony będzie chciało nas zabrać – może zachce nam się przez chwile potańczyć, poturlać po podłodze, porozciągać? Brzmi niewinnie, ale to wszystko pomaga na stres, a nasze uziemione w domach ciała naprawdę będą nam wdzięczne.

Nawet bez bezpośredniego zagrożenia chorobą ograniczenie swobody u wielu osób wywołuje napięcie. Co możemy zrobić dla siebie, by poczuć ulgę?

Jest parę sposobów i dla każdego dobry będzie inny. Można spróbować odzyskać poczucie władności nad tą sytuacją. Czy zrobimy to ignorując zasady, których się dotychczas trzymaliśmy i np. na kanapie z komputerem zasiądziemy w dresie, czy ustalając listę zadań do zrobienia, lub w wolnym czasie zajmując się zaniedbanym hobby – nasz wybór. Są osoby, którym pomoże perspektywa: czyli przygotowanie list zadań i planów. Większości pomoże wyznaczenie stałych godzin pracy i stałych godzin odpoczynku. Pamiętając, że być może nareszcie możemy zaspokoić – o ile pozwala na to nasza praca – naszą „sowę” czy „skowronka”, oczywiście z poszanowaniem sów i skowronków innych.Dla dobrego samopoczucia świetne byłoby dostrzeganie plusów nawet obecnej sytuacji. Część z nas ma więcej wolnego czasu, który może w końcu wykorzystać na to, czego nie mogliśmy zrobić przez lata. I oczywiście – mamy też więcej zmęczenia, lęku, napięcia, frustracji: dajmy temu przestrzeń, ale sprawdźmy, czy przypadkiem nie możemy też dać sobie czegoś, na co przestrzeni nam brakowało. Koniecznie porozmawiajmy z ludźmi na których nam zależy, może w obecnej sytuacji uda się dać z siebie więcej niż zwykle empatii i uczucia? Warto przypomnieć sobie, kto lub co daje nam radość, poprawia humor, daje nadzieję – to osoby, z którymi warto odnowić lub pogłębić kontakt, odstawiając tych, którzy nas straszą, dołują, frustrują. Mam na myśli tu też konkretne media czy przekazy, które dobrze jest sobie dawkować tak, żeby nas nie poniosły tylko w przestrach i panikę. Szukajmy pozytywów, dobrych informacji – to ożywia i uspokaja nasz mózg i układ nerwowy. A do tego szukajmy rzeczy, które nadają sens obecnej izolacji. To, że wszyscy jesteśmy w tej sytuacji razem, że niewygoda wynikająca z zamknięcia w mieszkaniu może uchronić kogoś przed ciężką chorobą, może przed śmiercią. Dobrze wyobrazić sobie: dziadka, przyjaciółkę leczącą się onkologicznie czy dziecko cierpiące na astmę. Wyższy cel sprawia, że lżej znosi się ograniczenia i trudności. Podobnie z pomocą: jeśli chcemy się czymś podzielić, wesprzeć finansowo lub działaniem – to na pewno da nam ulgę.

Może więcej teraz myślimy o innych? Mimo – albo z powodu – zamknięcia w domach?

Mam taką nadzieję, że myślimy więcej i o innych, i o sobie, bo o nas też nie warto zapominać! W obliczu zagrożenia zaczynamy myśleć o sobie nawzajem inaczej niż dotąd. Pandemia wytrąciła nas z codziennego kołowrotu obowiązków i zdarzeń. Pięknie napisała o tym Olga Tokarczuk: „Czy aby nie jest tak, że wróciliśmy do normalnego rytmu życia? Że to nie wirus jest zaburzeniem normy, ale właśnie odwrotnie – tamten hektyczny świat przed wirusem był nienormalny? Wirus przypomniał nam przecież to, co tak namiętnie wypieraliśmy – że jesteśmy kruchymi istotami, zbudowanymi z najdelikatniejszej materii. Że umieramy, że jesteśmy śmiertelni. Że nie jesteśmy oddzieleni od świata swoim „człowieczeństwem” i wyjątkowością, ale świat jest rodzajem wielkiej sieci, w której tkwimy, połączeni z innymi bytami niewidzialnymi nićmi zależności i wpływów. Że jesteśmy zależni od siebie i bez względu na to, z jak dalekich krajów pochodzimy, jakim językiem mówimy i jaki jest kolor naszej skóry, tak samo zapadamy na choroby, tak samo boimy się i tak samo umieramy.”

Zderzenie z rzeczywistością często nie jest tak idylliczne jak u Tokarczuk: często okazuje się bolesne, bo nagle bez znieczulenia i w dużym natężeniu objawiają się nam nasze deficyty: zbyt mało czasu poświęcanego dzieciom, problemy w związku, porzucone hobby, kryzys wartości. Ale to ujawnienie, to zarazem wielka szansa na znalezienie sposobu na te deficyty – o ile tylko pozwalają nam na to siły i przestrzeń. Jeśli już ją znajdziemy, to warto podzielić się sobą ze światem. Szyjąc maski, robiąc zakupy dla sąsiadów, ucząc dzieci własne czy znajomych. Wszystkie te działania pomagają innym osobom, ale też i nam samym. Ja czytam grupie zaprzyjaźnionych dzieci bajki przez telefon i nie mogę się nadziwić ile mam z tego radości. A radość w tym ciężkim czasie jest bardzo ważna. Naukowcy już dawno dowiedli, że pesymiści mają niższą od optymistów odporność i gorzej radzą sobie z długotrwałym stresem, a przede wszystkim mają mniej satysfakcji z życia.

Jak dbać o dobre samopoczucie w czasie przymusowej izolacji?

W medytacyjnym świecie trochę się śmiejemy, przypominając sobie hasło „uważaj, czego sobie życzysz”. Wzdychaliśmy, że brak nam czasu, że chcemy pobyć z rodziną, narzekaliśmy na dojazdy do pracy… Obecną sytuacje trudno nam znieść, bo nie wynika z wyboru, została narzucona przez zewnętrzne okoliczności, nie jesteśmy w stanie z niej wyjść. Z praktyki wdzięczności wywodzi się myślowy zabieg, który może nam pomóc – przeformułowanie sytuacji, spojrzenie z innej perspektywy, dostrzeżenie szansy. Ta technika pomogła przetrwać wielu więźniom, podróżnikom, osobom odciętym od normalnego otoczenia. Barbara Labuda wspominała, że podczas internowania wielką pomocą okazała się dla niej joga, uprawiana na skrawku podłogi przy pryczy. Moim ulubionym stanem jest pronoia, widzenie wszystkiego w jasnych barwach. Jednocześnie wiem, jak trudno dawać rady dotyczące radzenia sobie z izolacją. Ile rodzin i domów, tyle różnych sytuacji.  Zupełnie inaczej czują się dziś osoby mieszkające samotnie, inaczej rodzice, którzy muszą zająć się znudzonymi i kipiącymi energią dziećmi. Ale szukanie dobrych stron zawsze pomaga. Od znajomych słyszę, że wreszcie udało im się sprzątnąć pawlacz, poukładać książki, spędzić z dziećmi wieczór nad planszówkami. Przyjemności są bardzo ważne, zwłaszcza teraz. To od nich trzeba zacząć planując dzień i tydzień.

Rodzinny wieczór nad planszą do gry wygląda sielankowo. Co jednak zrobić z kłótniami i konfliktami? Czy to dobry czas, żeby je rozwiązywać?

Te problemy i tak nabrzmieją, a później wybuchną. Jako ludzie lubimy unikać problemów, teraz jednak znaleźliśmy się w sytuacji wręcz terapeutycznej, zmuszającej do zmierzenia się z nimi. Gdy kilka osób jest stłoczonych na małej powierzchni, a przy tym mają różne interesy, trzeba się dogadać. Ustalić plany, cele, znaleźć kompromis. Nawet w drobnych sprawach, jak sposób spędzenia wieczoru. W warunkach przymusowego zamknięcia trzeba ustalić wiele reguł domowego życia, które wcześniej nie były potrzebne. Kto przygotowuje obiad, kto robi zakupy? Nawet drobiazgi mogą się okazać konfliktogenne. Z drugiej strony, w kryzysie można się wielu rzeczy nauczyć. Od zarządzania czasem i emocjami, po określenie swojego miejsca w firmie i rodzinie. Wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono.

Wszędzie dobrze, ale w pracy najlepiej? >>