Współczesna sztuka w biurowcu. Część 1.

Jak powstają kolekcje korporacyjne, czy warto inwestować w dzieła sztuki, od czego zacząć –  podpowiada Agata Szkup, członek zarządu DESA Unicum, dyrektor Departamentu Sprzedaży największego w Polsce domu aukcyjnego.

Colliers: Na Zachodzie firmowe kolekcje są już od lat ważną częścią rynku sztuki, niektóre firmy mogą rywalizować z poważnymi muzeami – Deutsche Bank zgromadził przeszło 57 000 prac. Czy polskie firmy także angażują się w działalność kolekcjonerską?

Agata Szkup: To coraz częstsza praktyka. Choć wciąż daleko nam np. do Niemiec czy Francji, gdzie w biurze każdej większej firmy zobaczyć można dzieła sztuki. W Polsce wciąż dominuje kolekcjonerstwo prywatne, a zbieracze nie lubią chwalić się zakupami. Jest zaledwie kilka dużych kolekcji o charakterze publicznym. Fundacja Rodziny Staraków gromadzi dzieła polskich artystów z drugiej połowy XX wieku. Część zbiorów – m.in. prace Wojciecha Fangora, Władysława Hasiora i Jerzego Nowosielskiego – została wyeksponowana w budynku firmowym, w przestrzeniach używanych na co dzień przez pracowników i klientów. Co miesiąc w obiekcie organizowane jest oprowadzanie kuratorskie, a raz w roku wernisaż nowej wystawy. Jedna z tych ekspozycji, poświęcona twórczości Ryszarda Winiarskiego została później zaprezentowana na międzynarodowym biennale w Wenecji, jednym z najważniejszych wydarzeń w świecie sztuki współczesnej.

Wojciech Fangor, M39

Studio fotograficzne DESA Unicum / Wojciech Fangor „M39”

Z kolei w Villa la Fleur, czyli prywatnym muzeum Marka Roeflera w podwarszawskim Konstancinie-Jeziornej zgromadzone są prace z kręgu École de Paris. Obrazy, rzeźby, grafiki, dzieła sztuki użytkowej wykonane przez artystów polskich i żydowskich, działających w pierwszej połowie XX wieku we Francji wyeksponowano we wnętrzach utrzymanych w stylistyce Art Déco. Innym przykładem takiej prywatno-publicznej kolekcji był poznański zbiór Grażyny Kulczyk. Znakomita kolekcja korporacyjna, wymieniana w światowych rankingach, obecnie prezentowana jest w niedawno otwartym dla publiczności Muzeum Sztuki Grażyny Kulczyk w szwajcarskiej miejscowości Susch. Mamy wreszcie kolekcje bankowe – mBanku czy ING Banku Śląskiego. Działalność kolekcjonerska nie jest zastrzeżona dla wąskiego grona najbogatszych firm. Coraz częściej w przestrzeniach biurowych znajdują się bardzo dobre prace. Oczywiście nie zawsze wiąże się to z tworzeniem kolekcji korporacyjnej.

Nie każdy zbiór jest kolekcją?

Decydująca jest idea łącząca zgromadzone prace. Dobór artystów i ich dzieł. Kolekcją nie są przypadkowo zestawione obrazy, niezależnie od ich klasy artystycznej czy wartości. Klucz w każdym przypadku może być inny: prezentacja kręgu artystycznego, określonego motywu czy tematu, okresu w historii sztuki. Rzadziej takim łącznikiem jest medium. Nad spójnością koncepcji zwykle czuwa kurator. Znakomita, nowa kolekcja wyeksponowana w warszawskim Hotelu Raffles Europejski współtworzona była przez Andę Rottenberg [wieloletnia dyrektorka Zachęty, inicjatorka powołania i budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie; red] oraz Barbarę Piwowarską [historyczka sztuki i kuratorka wystaw m.in. w Centre Pompidou w Paryżu, Tate Modern w Londynie, Kunstverein w Wiedniu; red.]. Firmy zaangażowane w budowanie profesjonalnych kolekcji decydują się często także na powiązane z tym działania, na przykład wspierają i promują młodych artystów.

Zaczątkiem domowych zbiorów może być odziedziczony albo kupiony spontanicznie obraz. A jak rodzą się kolekcje firmowe? Dzieło sztuki to ozdoba biura, inwestycja czy sposób na budowanie wizerunku? 

Projektanci wnętrz i osoby urządzające przestrzenie biurowe coraz częściej proponują zakup obrazu czy innego dzieła sztuki. Takie obiekty postrzegane są jako wizytówka firmy, świadczą o jej pozycji i prestiżu. W niektórych przypadkach stają się wręcz znakiem rozpoznawczym. Tak na przykład sieć centrów handlowych Dekada wyróżniała się rzeźbami autorstwa Adama Myjaka [rektor ASP w Warszawie; red]. Ta sama zasada działa też na innych poziomach. To, co wisi na ścianie w gabinecie prezesa świadczy o jego guście i osobowości. Sztuka dekoracyjna może stać się zaczątkiem systematycznie rozbudowywanego zbioru. Punktem wyjścia często bywa też prywatna pasja dyrektora firmy czy jej właściciela. Zwykle do tego niego należą też ostateczne decyzje, choć podejmuje je we współpracy z kuratorem. Zwykle do niego należą też ostateczne decyzje. Za każdą kolekcją z prawdziwego zdarzenia kryje się indywidualny gust i preferencje estetyczne. Nigdy nie podkreślam samego tylko aspektu finansowego, opłacalności inwestowania w dane dzieło.

Koniec 1. części wywiadu.

Tutaj przeczytasz 2. część rozmowy z tym ekspertem>>