fbpx

Uwielbiam ekpserymentować z materiałem!.

Twórczość Aleksandry Mazurkiewicz zaskakuje wyborem środków wyrazu. "Nierzadko najpierw podejmuję decyzję o materii jakiej użyję, a dopiero później o temacie mojego dzieła" - zdradza artystka, której dzieła można podziwiać w Colliers Office Gallery.

Colliers International: Twoje życie wypełnione było sztuką już od najmłodszych lat, mimo że nikt w Twojej rodzinie nie był artystą. Czy od zawsze wiedziałaś, że chcesz tworzyć?

Aleksandra Mazurkiewicz: Słusznie Pani zwróciła uwagę na fakt, że w mojej rodzinie nie było przede mną nikogo, kto by zajmował się sztuką. Wydaje mi się, że ma to swoje wady i zalety. Mam tutaj na myśli to, że ludzie, których bliscy krewni są artystami i dorastają w atmosferze sztuki, od najmłodszych lat mają pojęcie, czym ona jest, a zatem są z nią oswojeni. Być może dzięki temu z większą świadomością wiedzą, w co wchodzą, decydując o wyborze swojej drogi życiowej. Z drugiej jednak strony myślę, że trudno jest się im, w pewnym sensie, zmierzyć z „legendą” własnego ojca bądź dziadka, wielkiego rzeźbiarza czy malarza, gdyż muszą pokazać, że są od nich inni i że te wielkie osobowości ich krewnych nie dominują nad ich własną indywidualnością twórczą. Myślę, że jest to dużym wyzwaniem i w pewnym sensie może się stać rodzajem presji.

W mojej rodzinie nikt wcześniej nie był związany w żaden sposób ze sztuką i być może paradoksalnie ułatwiło mi to pójście własną drogą, ale  za to nie do końca miałam pojęcie, w co wchodzę. Nie wiedziałam zbyt dobrze, czym jest sztuka oraz czym jest rzeźba.

Jednakże mogę powiedzieć, że miałam swojego rodzaju „duchowego przewodnika”, którym był mój świętej pamięci dziadek Aleksander. To właśnie on jako pierwszy dostrzegł we mnie, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, tą iskierkę potencjału twórczego. Od najmłodszych lat zawsze mnie bardzo wspierał, mówiąc, że talent jest wielkim darem, który należy nieustannie rozwijać i  o który należy w życiu dbać, jak o skarb. Sam nie był artystą, jednakże posiadał niesamowitą wrażliwość na sztukę. Potrafił się nią zachwycać i bardzo ją doceniał. Robił, co mógł, żebym mogła z nią obcować. To właśnie dzięki niemu wybrałam tę drogę, pełną rozmaitych trudności, ale za to jakże pasjonującą i satysfakcjonującą. Każdego dnia podczas pracy w mojej pracowni lub ze studentami na akademii czuję, że jestem na właściwym miejscu. Czuję, że żyję i dlatego jestem szczęśliwa.

Na swojej akademickiej drodze obcowałaś z ważnymi osobistościami świata sztuki, nie tylko polskiej. Byłaś studentką prof. Adama Myjaka, prof. Oriany Impei czy prof. Donato Bianko, a obecnie pracujesz w pracowni medalierstwa prowadzonej przez prof. Hannę Jelonek. Czy łatwo odnaleźć swoją drogę twórczą, współpracując z takimi sławnymi nazwiskami?

Zawsze uważałam, że rola nauczyciela akademickiego, jaką pełni profesor jest bardzo trudna. Myślę, że jest tak między innymi dlatego, że nauczanie sztuki polega zupełnie na czymś innym niż nauka biologii czy matematyki. Na akademii uczymy studentów przede wszystkim tego, jak mają odkryć i kształtować  swoją własną artystyczną indywidualność. Profesor, mając swój wielki dorobek, będąc jednocześnie dojrzałym już artystą, musi tak pokierować swoim uczniem, aby nie zdominować go swoją osobowością twórczą, a jedynie pozwolić mu odkrywać jego własną. Jest to bardzo duża odpowiedzialność. Myślę, że pod tym względem miałam jednak dużo szczęścia gdyż, jak Pani słusznie zauważa, miałam okazję uczyć się u wielu wspaniałych profesorów, którym nie jedno zawdzięczam.

Z pracowni profesora Adama Myjaka wyniosłam ogromny szacunek do tradycji, z której wciąż czerpię przeróżne inspiracje oraz wiedzę. Koleją rzeczą, której się tam nauczyłam, jest nieustanne odnoszenie się w mojej własnej twórczości do natury, którą uważam za podstawowy fundament sztuki. Po dziś dzień podzielam pogląd profesora mówiący o tym, że sztuka powinna mieć w naturze oparcie oraz punkt odniesienia. Na studiach, jako bardzo młodzi ludzie, uczyliśmy się obserwacji natury. Uważam za bardzo ważny aspekt edukacji, ponieważ właśnie dzięki studiowaniu natury nabiera się szeroko pojętej świadomości formy. Nauka ta pozostaje w twórcy na całe życie, nawet jeśli w przyszłości zajmie się sztuką w zupełnie innym jej obszarze.

Wielu cennych doświadczeń nabrałam również podczas moich studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie. Była to oczywiście przygoda życia oraz skok na głęboką wodę. Bardzo pokochałam to miasto i wracałam tam na dłuższej lub krócej przez ponad 10 lat. Samo obcowanie z ogromnym dorobkiem naszej europejskiej cywilizacji, który ma się tam praktycznie na wyciągnięcie ręki, jest dla artysty nie do przecenienia. Zwłaszcza dla osoby mojego pokroju, która, jak już wcześniej wspominałam, nieustannie czerpie z tradycji. Mimo wszystko nie zamieniłabym warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych na żadną inną. Wystarczy wyjechać za granicę, żeby jeszcze bardziej docenić, jak wspaniała jest nasza polska uczelnia oraz jak wysoki poziom nauczania w niej mamy.

Rok 2011 był momentem rozpoczęcia mojej pracy na Wydziale Rzeźby jako asystentki prof. Hanny Jelonek w pracowni medalierstwa. Mała forma, którą bez wątpienia jest medal to zupełnie inna artystyczna rzeczywistość niż rzeźbienie w dużej skali. Wymaga pokory i skupienia ponieważ każdy, nawet najdrobniejszy element może tu mieć znaczenie formalne. Jeszcze podczas studiów, robiąc specjalizację z medalierstwa, zafascynowała mnie kameralność oraz intymność, jaką niesie za sobą praca w małej skali. Tworzenie medali oraz małych form rzeźbiarskich sprawia mi wiele radości.

Podziwiając Twoje dzieła, dostrzec można, że ważnym źródłem inspiracji jest Twoje najbliższe otoczenie – rodzina, znajomi czy ulubione miejsca. To w naturalny sposób przybliża odbiorcy Twoją osobę, pozwala wejrzeć w Twoje życie. Czy rzeźba jest sposobem na zachowanie jego najważniejszych aspektów?

Myślę, że rzeźba i w ogóle twórczość w szeroko pojętym rozumieniu, jest nie tylko znakiem czasu, w którym powstaje, ale również utrwaleniem siebie.  Budulcem dla moich prac nie  jest  jedynie materia fizyczna, ale również moja własna duchowość i wrażliwość. Myślę, że sztuka powstaje w dużej  mierze w sferze ludzkich uczuć i emocji. Wykorzystuję je w podobny sposób, w jaki wykorzystuję materiał rzeźbiarski. Są one dla mnie materią duchową, która znajduje odzwierciedlenie w fizycznej formie rzeźb, jakie powstają w mojej pracowni. Wiele moich uczuć i emocji związanych jest właśnie z moją rodziną, wspaniałymi przyjaciółmi, których mam, miejscami oraz zwierzętami, które kocham. Właśnie dlatego czynię ich bohaterami moich prac. Nie muszę szukać daleko, wystarczy, że rozejrzę się dookoła. Myślę, że artysta to ktoś, kto potrafi przefiltrować przez siebie świat po to, aby móc po swojemu coś o nim opowiedzieć. Właśnie to staram się robić i cieszę się, kiedy mi się to udaje.

Posługujesz się materiałami z pozoru nierzeźbiarskimi – sznurek, juta liście czy szkło. Skąd ten nieoczywisty wybór?

Uwielbiam eksperyment z materiałem! Już sam jego wybór wpływa znacząco na charakter dzieła sztuki. Konkretna materia potrafi mnie zainspirować do tego stopnia, że nierzadko najpierw podejmuję decyzję o jej wykorzystaniu, a dopiero w dalszej kolejności, o temacie mojego dzieła. Bardzo lubię wykorzystywać fizyczne możliwości różnych materiałów, pamiętając jednocześnie o tym, że wykazują one między sobą różne odmienności. Nie z każdym materiałem można tak samo pracować. Podlegają one odmiennej obróbce. Inaczej rzeźbi się w twardym kamieniu, a jeszcze inaczej w miękkiej, plastycznej glinie. Ważne jest to, żeby mieć świadomość nieustannego dialogu z   materią, która sama z siebie podsuwa już rzeźbiarzowi pewne sugestie. Trzeba nieustannie szukać swojego własnego rzeźbiarskiego sposobu jej poprowadzenia. W mojej twórczości poświęciłam mnóstwo czasu na tego typu poszukiwania, wykorzystując w pracach, które tworzę wymienione przez Panią tworzywa. Liście, siano, pakuły, sznurek, juta płótno lniane czy szkło są materiałami z pozoru nieoczywistymi w rzeźbie, ale nie oznacza to, że nie istnieje sposób na to, jak je w niej wykorzystać, trzeba go tylko znaleźć. To jest właśnie moje zadanie, na którym się skupiam. Zadanie i wyzwanie jednocześnie. Wybieram tego typu materiały, ponieważ fascynuje mnie ich naturalna organiczność, kolorystyka oraz to, w jaki sposób mogę  je ze sobą łączyć. Moim ulubionym tworzywem jest sznurek, który stał się już poniekąd znakiem rozpoznawczym moich prac. Bardzo sobie cenię możliwości formalne, które ten materiał mi daje. Jednym z nich jest efekt graficzno-rysunkowy, jaki dzięki użyciu sznurka powstaje na powierzchni moich prac. Dodatkowo struktury przez niego utworzone, dają efekt lekkiego ruchu, ponieważ delikatnie załamują światło. Bardzo się cieszę, że udało mi się dokonać w mojej sztuce tego odkrycia.

Zobacz wystawę Aleksandry Mazurkiewicz w Colliers Office Gallery >>