Tkanina (artystyczna) w biurze.

Zasłony, tapicerka, powierzchnie paneli akustycznych – to typowe zastosowania tekstyliów we współczesnym biurze. Ale tkaniny mogą też być wyjątkową ozdobą, dziełem sztuki i inwestycją.

Colliers: Firmy coraz częściej inwestują w dzieła sztuki, traktując je jako ozdobę biura, oznakę prestiżu czy lokatę kapitału. Kolekcjonowane jest malarstwo i grafika, niekiedy rzeźba, natomiast tkanina artystyczna wydaje się być niedoceniana. Dlaczego tak się dzieje?

Michał Jachuła: Jest wiele schematów, które pomimo długiego trwania sztuki i jej wspaniałego dziedzictwa trudno jest przezwyciężyć. Myślą nimi zarówno ludzie profesjonalnie związani ze sztuką, jak również ci, którzy się nią interesują oraz kolekcjonerzy, indywidualni, korporacyjni itd. Jednym z takich schematów jest podział na sztukę dekoracyjną, kojarzoną przeważnie z rzemiosłem i inne dziedziny traktowane poważniej. Sztuka użytkowa organicznie związana jest z tkaniną i ceramiką. To sztuczny i moim zdaniem niesprawiedliwy podział, ale wciąż pokutuje. Trudno powiedzieć skąd się wziął. W XVI czy XVII wieku wielkoformatowy gobelin nie był „gorszym bratem” wielkoformatowego obrazu w technice olejnej na płótnie. Przeciwnie, był bardziej ceniony i trudniej dostępny, przede wszystkim przez koszty związane z materiałem, nakładem pracy, projektem, jakością wykonania. W odniesieniu do sztuki współczesnej nie wydaje mi się, że obraz musi być mniej dekoracyjny niż tkanina. Proces docenienia współcześnie stworzonej tkaniny jako obiektu kolekcjonerskiego jest powolny, ale to się na szczęście zmienia. Najbardziej progresywni kolekcjonerzy są gotowi na zakup tkaniny, jednak rynek sztuki, zarówno ten polski jak i międzynarodowy musi najpierw rozpoznać starsze prace – myślę tu o tkaninie z lat 60. i 70. XX w.

Jeszcze w latach 60. czy 70. tkanina artystyczna była w Polsce wysoko ceniona. Gobeliny i kilimy wisiały na ścianach galerii i muzeów jak obrazy. W pewnym momencie stały się miękką, pełnoprzestrzenną rzeźbą.

Sztuka tkaniny została doceniona w Polsce w latach 60., między innymi za sprawą nowego pokolenia artystów. W latach 60 medium to stało się równoprawne z malarstwem i innymi sztukami pięknymi. Artyści tacy jak Magdalena Abakanowicz, Jolanta Owidzka, Wojciech Sadley, Barbara Levittoux-Świderska mieli ogromne sukcesy na polskiej i międzynarodowej scenie sztuki. Wystawiali swoje prace w czołowych instytucjach, uczestniczyli regularnie we wszystkich edycjach Biennale Tkaniny Artystycznej w Lozannie – cyklicznego wydarzenia poświęconego sztuce włókna, które zainaugurowano w 1962 roku. Każdy z tych artystów wytworzył charakterystyczny dla siebie język tkaniny. Polskie dzieła zdefiniowane wspólnie jako Polska Szkoła Tkaniny dalekie były od dekoracyjności i schlebiania gustom tzw. szerokiej publiczności. Strukturalne i brutalistyczne, operujące prawdą tworzywa, dramatyczne, inne zaś wyciszone, bardzo odbiegały od tego co robili artyści na zachodzie. Czym innym było jednak ich życie wystawiennicze i związek ze ścianą w galerii czy muzeum – bądź moment oderwania się od tych ścian, ponieważ w pewnym momencie zaczęły się one uprzestrzenniać. Czym innym była i jest integracja tkaniny z wnętrzem, architekturą, w której miały funkcjonować na stałe. Problem ten najbardziej rozwinęła w swojej twórczości oraz pismach teoretycznych Jolanta Owidzka.

Od tkaniny oczekiwała czegoś więcej, niż dekoracyjności?

Jolantę Owidzką zawsze interesowała rola tkaniny we wnętrzu i jej związek z architekturą. Zainteresowanie to dotyczyło przede wszystkim wnętrz użyteczności publicznej, dlatego najczęściej gobeliny artystki mają monumentalny format. W latach 50. artystka związana była ze słynnym Instytutem Wzornictwa Przemysłowego; w tamtym czasie prowadziła badania dotyczące obecności tkaniny we wnętrzach mieszkalnych i pisała teksty, które do dziś nie straciły niczego na aktualności. W ramach pracy zawodowej w IWP współpracowała z konsultantami, artystami i wybitnymi architektami, takimi jak Jerzy Sołtan czy Oskar Hansen. Jej dorobek artystyczny jest ogromny. Zrealizowała ponad pięćdziesiąt imponujących tkanin dla gmachów, takich jak teatry, filharmonie, banki czy hotele. Jedną z jej najsłynniejszych realizacji była zintegrowana z wnętrzem tkanina dla Hotelu Victoria przy Pl. Piłusudskiego. Niestety, uległa ona znaczeniu w trakcie jednej z rearanżacji wnętrza. Sama artystka często podkreśla, że jej najważniejsze tkaniny nie zostały stworzone na wystawy, ale powstały z myślą o konkretnych przestrzeniach architektonicznych. Działają fakturą, kolorem, skalą. Różne warunki świetlne, całkowicie mogą zmienić percepcję tkaninowych dzieł.

Dlaczego więc tkaniny zniknęły ze ścian wnętrz gmachów publicznych czy innych pomieszczeń, którym nadawały rangę, tworzyły wyjątkową atmosferę i uatrakcyjniały je plastycznie?

Profesor Irena Huml – najwybitniejsza badaczka zajmująca się tkaniną powiedziała kiedyś, że tkaniny nie tylko w piękny sposób absorbują światło, ale również kurz. To może być jednym z powodów niechęci następnych pokoleń do tkaniny, a w konsekwencji powodem do nowych aranżacji wnętrz bez miejsca dla tkaniny. Choć w praktycznym wymiarze to raczej światło jest bardziej niebezpieczne dla gobelinów niż kurz. Ten można łatwo usunąć. Na wystawach muzealnych kwestie oświetlenia regulują ostre wytyczne konserwatorów, w biurze to trudniejsze.

Czy dziś tkanina może być ozdobą wnętrza użyteczności publicznej, nowoczesnego biura, gabinetu?

Oczywiście, że tak. Moim zdaniem nawet bardziej wyszukaną ozdobą niż tradycyjny obraz, bardziej niezwykłą formą sztuki, którą można świetnie skomponować z całością pomieszczenia.

Gdzie można wyeksponować tkaninę? Czy wisząc np. w recepcji nie będzie narażona na zniszczenie?

Nie ma dużych przeciwwskazań i wymagań. Najważniejsze, by miejsce ekspozycji nie było narażone na bezpośrednie działanie promieni słonecznych. Pomieszczenie powinno być suche, regularnie odkurzane, a sama tkanina nie powinna być narażona na zniszczenia mechaniczne. Ściana w wielu przypadkach jest najbezpieczniejszym miejscem dla dzieła.

Jak i gdzie szukać interesujących, wysokiej klasy prac?

Warto śledzić co się dzieje w galeriach i w muzeach. Od jakiegoś czasu tkanina na nowo stała się językiem sztuki współczesnej. Polecam śledzenie programu Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Ze swoimi wysokiej klasy zbiorami w ostatnich latach muzeum przeżywa drugą młodość. Na nowo odkrywa potencjał i tajemnice tej nieoczywistej dyscypliny i oswaja z nią publiczność. Ciekawym tropem może być również prześledzenie, co tworzą artyści w Akademiach Sztuk Pięknych w Warszawie, Poznaniu, Łodzi czy Krakowie, nie tylko w istniejących tam pracowniach poświęconych tkaninie. Tradycja Polskiej Szkoły Tkaniny narodziła się z eksperymentów, warto więc sięgnąć również do źródeł by sprawdzić czy prace artystów z lat 60. i 70. są wciąż ich własnością, lub ich spadkobierców.