fbpx

Sztuka w dobie koronawirusa – nowe doświadczanie świata.

Ograniczenia okazały się bardzo silnym impulsem do zmiany – zauważa profesor Prot Jarnuszkiewicz, dziekan Wydziału Sztuki Mediów Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Colliers International: Czy sztuka pomaga w przetrwaniu kryzysu?

Prot Jarnuszkiewicz: To właściwie szersze pytanie, dotyczące jej podstawowych funkcji. Literatura, muzyka czy sztuki wizualne zawsze przenoszą w inną rzeczywistość. Znane są sytuacje, gdy ktoś będąc w niewoli znajduje ucieczkę od nieznośnego otoczenia na przykład w pisaniu wierszy. W tzw. normalnej sytuacji to przeniesienie dotyczyło innych pól myśli i przeżywania, wyjścia poza dosłowność, cielesność i banał. Także – stwarzania nowej rzeczywistości i stawiania nowych pytań. Dzięki temu nawet wśród ograniczeń można w nowy sposób doświadczać świata. To dziś bardzo silna potrzeba.

W serwisach społecznościowych przybyło osób chwalących się wykonanymi w domu pracami. Sytuacja zmusza do kreatywności?

„Twórczość” czy „sztuka” to słowa bardzo poważne. Chodzi raczej o zmianę sposobu patrzenia na świat. Obszar sztuki nie jest zarezerwowany wyłącznie dla wykształconych w tym kierunku artystów, wszyscy możemy w niego wejść.

Ze swoimi studentami spotykam się teraz na zajęciach on-line. Podczas jednego z tych spotkań usłyszałem coś, co bardzo mi się spodobało – że sytuacja przebywania w domu zmusza do ponownego rozpoznania tej przestrzeni. Zauważenia zjawisk, które na co dzień nam umykają: jak światło rozchodzi się w salonie, jakie dźwięki wydaje konstrukcja budynku pod wpływem wiatru. Nagle okazuje się, że to cały wszechświat, bliski, ale nie rozpoznany. Stawianie sobie pytań o rzeczy, które uważaliśmy za niewymagające uwagi uważam za bardzo cenne.

Wzrosło zatem zainteresowanie sztuką. Obszarem tak ważnym dla człowieka, nawet jeśli on sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie jesteśmy świadomi bardzo wielu swoich potrzeb dopóki pozostają zaspokojone. Dopiero utrata możliwości odczuwana jest bolesna. Mało kto myśli na przykład o swoim oddechu, skupiamy się na nim świadomie tylko w szczególnych okolicznościach, może na macie do jogi albo nurkując. Podobnie jest ze sztuką. Mówimy o obcowaniu z nią w kontekście koncertu w filharmonii czy przedstawienia teatralnego. Tak naprawdę jednak doświadczenie to występuje na bardzo wielu poziomach, poczynając od codziennego życia wśród otaczających nas przykładów, choćby wzornictwa czy grafiki. Tabliczki z nazwami ulic, banknoty – przecież ktoś to wszystko zaprojektował.

Obecnie mamy wbrew pozorom łatwy dostęp do rewelacyjnych zbiorów. Ninateka.pl daje dostęp do imponującej liczby skarbów kultury wizualnej. Większość instytucji kultury w Polsce i Europie udostępnia swoje archiwa, proponuje wydarzenia kulturalne on-line. Twórcy zmieniają swoje mieszkania w miniaturowe studia i sceny. To niezwykle cenne. Nawet jeśli pewnego obszaru bezpośrednich doznań nie da się zastąpić.

Łatwiej jest zajrzeć do wirtualnego muzeum na innym kontynencie, niż wybrać się na wystawę w sąsiednim mieście. Co zmieni ten nowy model obcowania z pracami artystów?

Powinienem był zacząć od przedstawienia swojego stosunku do rzeczywistości – jestem życiowym optymistą, może więc trudno mi spojrzeć na sytuację obiektywnie. Jestem przekonany, że historia rozwoju wizualnego obfituje w podobne zmiany relacji jakość-ilość. Przed Gutenbergiem książki były ręcznie wytwarzanymi, pięknymi unikatami, ale ich liczba była bardzo ograniczona. Druk odwrócił sytuację, otwierając drogę niezwykłego rozwoju myśli. A aparaty cyfrowe? Gdy się pojawiły, lamentowano nad końcem fotografii jako sztuki. Tymczasem zmieniła się jej istota, pojawiły nowe formy użycia obrazu jako komunikatu zastępującego słowo. Dziś, gdy Filharmonicy Berlińscy udostępniają bezpłatnie swoje archiwalne nagrania w jakości HD każdy może wykorzystać niedostępną dotąd szansę. Czy koncert w domu jest równy temu w sali koncertowej? Nie – bo jest czymś z natury innym. Nie mogę jednak zgodzić się na kategoryzowanie tych doświadczeń w wymiarze „lepsze” i „gorsze”, to narzędzia służące wypowiedzi.

A zatem nic się nie zmieniło?

Można mówić o punkcie zwrotnym w zakresie komunikacji, dostępu, rozpowszechnienia niektórych rozwiązań. Ograniczenia okazały się bardzo silnym impulsem do zmiany. Nagle okazało się, że możliwe są rzeczy, których dotąd nie brałem pod uwagę: w pełni zdalna praca ze studentami, weryfikowanie ich prac, dyskusja. Za wcześnie mówić, czy ten system sam w sobie jest wystarczający, ale nie będzie już powrotu do starego porządku. To doświadczenie poszerzyło arsenał dostępnych możliwości. Zmienia się też percepcja. Dzieła sztuki odbierane są i wartościowane w ramach pewnego systemu. Gdy zmieniają się warunki, ocena obiektu czy stylistyki również nie pozostaje stała, umowa społeczna kształtuje się na nowo. Na razie jej nowa forma jest mi jeszcze nieznana.

Sytuacja twórców już jest diametralnie inna niż kilka miesięcy temu. Między innymi pod względem finansowym. 

Powinno nas bardzo zaniepokoić, że po raptem dwóch tygodniach obowiązywania obostrzeń cały system okazał się niewydolny. W momencie, w którym rozmawiamy nie minął przecież nawet jeden okres rozliczeniowy. Wątpię, by można było ten problem rozwiązać za pomocą rozporządzeń ministerialnych. Ważne są też działania oddolne, różne w poszczególnych dziedzinach.
W czasach kryzysu najłatwiej jest ciąć wydatki na kulturę, ale to pozorne oszczędności. Odbudowa zlikwidowanej instytucji czy zespołu pochłania o wiele więcej czasu i środków, niż utrzymanie istniejącego stanu. Sztuka nigdy nie utrzymywała się sama i nie miała przełożenia na bezpośredni zysk w ujęciu tabelarycznym, zwłaszcza w krótkiej perspektywie. Aby Rzym, w swym wysyceniu sztuką którą dziś podziwiamy mógł powstać, dwa najbogatsze rody kupieckie – mecenasi sztuki – musiały zbankrutować. Czy pojawią się alternatywne formy działalności, inny model dotowania? Wiele tęgich głów nad tym radzi. Pamiętajmy jednak, że bez sztuki nie ma rozwoju społeczeństw.

Galeria sztuki w wydaniu online >>