fbpx

Sto spojrzeń na współczesne miasta.

Czy w epoce Internetu wymiana informacji i doświadczeń może być problemem? O funkcjonowanie miasta i roli „Magazynu Miasta”- pytamy Martynę Obarską, wicenaczelną tego czasopisma.

Colliers: „Magazyn Miasta” to najciekawsze polskie pismo o miastach… ogłasza bez fałszywej skromności strona internetowa „MM”.

Martyna Obarska: Wiele osób dziwi się, że tak się przedstawiamy, w końcu jest tyle innych tytułów. Tyle, że wiele z nich to pisma ściśle branżowe. Bardzo interesujące, ale o obiegu ograniczonym do jednej grupy zawodowej, albo wąskiego środowiska akademickiego. Z drugiej strony, są pięknie wydawane magazyny lifestylowe, pełne ciekawostek i efektownych wizualizacji. Brak natomiast na polskim i środkowoeuropejskim rynku innych magazynów opisujących miejskie konteksty tak szeroko. A u nas? Muzyka w mieście, psychologia lokalności, konflikty przestrzenne, handel uliczny, polityka migracyjna, potrzeby seniorów… Za granicą jest kilka portali o podobnym profilu, np. CityLab. Na ogół nie mają one jednak wersji drukowanej.

Czy „MM” może wpływać na kierunek rozwoju polskich miast?
Magazyn wymyślony został przez śp. prof. Mirosława Duchowskiego i Martę Żakowską Instytucie Badań Przestrzeni Publicznej [międzyuczelniana jednostkę badawcza powołana przez rektorów Akademii Sztuk Pięknych oraz Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie; red.]. Od początku miał być skierowany przede wszystkim do samorządowców, łącząc ich ze środowiskiem akademickim i ruchem aktywistów miejskich, przekazując najnowsze miejskie idee. Lista prenumeratorów potwierdza, że część nakładu trafia do urzędów miast. Dowiadujemy się czasem, że te egzemplarze są kserowane, skanowane, a kopie krążą po wydziałach. Z jednej strony trochę nas to przeraża – że urzędy w Polsce nie mają środków, żeby zakupić dla wszystkich chętnych pracowników prenumerat, z drugiej – oczywiście cieszy. Dwa lata temu zmieniliśmy projekt graficzny. To był czas pewnego przedefiniowania celów. Siedzieliśmy z projektantami ze studia Rzeczyobrazkowe i stopniowo określaliśmy nie tylko oczekiwania co do wyglądu pisma, ale też to, do kogo je kierujemy – ta kwestia w dużej mierze narzuca kierunek pracy grafików. Dalej chcemy dawać samorządom potrzebną wiedzę. Widzimy zresztą, jak tematy kiedyś uznawane za niszowe w ciągu kilku lat trafiły do programów wyborczych. I to niemal wszystkich kandydatów, od prawa do lewa. Teraz zależy nam jednak także na innych grupach odbiorców: przedstawicielach branży nieruchomości, architektach, inżynierach. Dla nich te tematy poruszane na łamach „MM” mogą być ciekawostkami, ale też prezentacją społecznego kontekstu ich pracy. Architekci często mówią o tych zewnętrznych uwarunkowaniach, może wręcz nie wypada już ograniczać się do spraw czysto technicznych. Chciałabym, żeby tak było. Jeszcze bardziej – żeby projektanci współpracowali z antropologami i socjologami, tworzyli interdyscyplinarne zespoły. Sposób myślenia o architekturze zmienia się, nie można już planować miasta z jednej perspektywy. Tymczasem niestety większość polskich uczelni nie wprowadza przyszłych architektów w problemy społeczne, kwestie psychologiczne czy choćby problemy placemakingu. Stąd potrzeba dokształcania się, czytania, udziału w konferencjach.

O czym będą opowiadały kolejne numery „MM”?

Każdy numer przynajmniej w połowie poświęcamy głównemu tematowi, jednemu z aspektów życia w mieście. Te teksty nie tracą aktualności, można do nich wracać po roku czy dwóch. Zapraszam więc na stronę magazynmiasta.pl, publikujemy na niej wybrane teksty archiwalne, ale też teksty, które nie trafiły do wersji drukowanej. Jesienią 2019 we współpracy z portalem Projekt Pracownie publikujemy wiele tekstów o współczesnym rzemiośle, jego odrodzeniu, a przede wszystkim wpływie na miasto. Planujemy też numer o rzemiośle w mieście, nowej roli samochodu i o wpływie zmian klimatycznych na architekturę i projektowanie miast.