fbpx

Rynek pracy po kryzysie.

Czy chcemy wrócić do świata sprzed pandemii?

Odpowiada dr hab. Adam Mrozowicki, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego w Instytucie Socjologii, specjalista z dziedziny przemian na rynku pracy.

Colliers International: Wideokonferencje, brak tradycyjnego uścisku dłoni. Czy relacje biznesowe zaczną się rządzić nowymi regułami i zmieni się biurowy savoir-vivre?

dr hab. Adam Mrozowicki: Sądzę, że fizyczne dystansowanie się od współpracowników skończy się razem z pandemią. Ostatnie miesiące nauczyły nas, że bezpośrednie kontakty międzyludzkie są bardzo istotne. Wielu moim akademickim kolegom brakuje udziału w konferencjach. Wykładów możemy posłuchać w sieci, ale rozmowy z przerwy kawowej znacznie trudniej przenieść do strefy wirtualnej. To samo dotyczy relacji biznesowych. Niektóre firmy zaczną w większym niż dawniej stopniu polegać na pracy zdalnej, inne zmienią aranżację biur, rezygnując z niektórych udogodnień. Niektórzy mogą się poczuć rozczarowani brakiem tych udogodnień, które w ostatnich latach stały się standardem. Niektóre osoby wciąż nie biorą pod uwagę, że kryzys dotknie nie tylko osoby najmniej zarabiające. Tymczasem na prekaryzację narażeni są także specjaliści, przedstawiciele klasy średniej, zajmujący wyższe szczeble hierarchicznej drabiny. Budowana przez lata strefa komfortu pękła, zmieni się sposób myślenia o świecie.

Na razie patrzymy na ostatnie wydarzenia bez dystansu – czy (wbrew obawom i nadziejom) z biegiem czasu większość spraw wróci na dawne tory? A może 2020 rok okaże się punktem zwrotnym?

Może za rok nie będziemy już pamiętać o samym koronawirusie, ale poruszone przez niego procesy na pewno nas dotkną. Długofalowych skutków – w perspektywie dziesięciu, piętnastu lat – nie jesteśmy w stanie przewidzieć, zresztą sięgające daleko w przyszłość prognozy były wątpliwe i przed pandemią. Na razie rysują się dwa możliwe scenariusze. Albo czeka nas stosunkowo krótki okres załamania gospodarczego i gospodarka wróci mniej więcej na tory sprzed kilku miesięcy. Albo też pandemia okaże się akceleratorem procesów zachodzących na rynku pracy i w krótkim czasie go zmieni. Moim zdaniem trudno spodziewać się powrotu do stanu wyjściowego. Zbyt wiele wydarzyło się na przykład w życiu osób funkcjonujących w peryferyjnych segmentach rynku pracy. Już wcześniej nie miały gwarancji bezpieczeństwa ekonomicznego, ale niekoniecznie traktowały to jako problem. Wydawało się, że elastyczne umowy czy samozatrudnienie działają, a czasem nawet zapewniają wyższe zarobki niż etat. Nagła utrata pracy, niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa skłaniają do zrewidowania strategii życiowych.

Z drugiej strony, okazało się, że część naszej pracy może być wykonywana zdalnie, co sprzyjać będzie dalszemu uelastycznianiu stosunków pracy. Regulacje dotyczące telepracy okazują się jednak niewystarczające, przemyślenia wymaga wiele kwestii, na przykład związanych z BHP. Jakie konsekwencje będzie miał wypadek doznany podczas pracy w domu? Jak wyznaczyć długość dnia roboczego i zadbać o prywatność? Niektóre problemy można rozwiązać na poziomie firmy, inne wymagać będą zmian prawnych. W ostatnich miesiącach spontanicznie ukształtował się pewien ład, ale nie można go uznać za ostateczny.

Czy model pracy zdalnej się upowszechni?

Mniej więcej 30% polskich pracowników musiało w związku z pandemią przejść na ten rodzaj pracy. W Norwegii było to ok. 60%, w Belgii 50%. W Polsce wciąż wiele osób pozostaje związanych z miejscem pracy. Rodzi to kolejne ciekawe pytanie – jak postrzegają swoją sytuację zawodową w obliczu zagrożenia? Pod względem bezpieczeństwa praca zdalna może być uważana za przywilej. To zaś rodzi poczucie niesprawiedliwości i rzutuje na relacje między kadrą zarządzającą a ponoszącymi większe ryzyko pracownikami. Konsekwencją jest poczucie nierówności dotyczące zupełnie nowego aspektu, czyli zdrowia. Wcześniej różnice dotyczyły zarobków, możliwości awansu, ale nie sprawy tak podstawowej.

Pańska rozprawa doktorska dotyczyła sposobów radzenia sobie ze zmianą społeczną okresu transformacji. Czy wywołany pandemią kryzys wymusi równie daleko idące przedefiniowania strategii życiowych?

W polskich warunkach kryzys skłania do szukania pomocy w sieciach wsparcia – szczególnie wśród rodziny. Z moich zakończonych na krótko przed wybuchem pandemii badań nad młodymi pracownikami sprekaryzowanymi wynikało, że znaczna część tych osób na różne sposoby oswajała sytuację niepewności na rynku pracy. Elastyczne formy zatrudnienia traktowano jako etap tymczasowy, poprzedzający przyszłą stabilizację. Albo też jako cenę za możliwość samorealizacji, swobody działania, rozwoju. Co wydarzy się w ich życiu teraz? Planujemy badania, które pomogą to wyjaśnić. Wydaje się, że potencjał rozczarowania jest duży. Jego następstwem będzie zapewne krytyka status quo. Może młodzi pracownicy będą domagać się etatów, może form zabezpieczenia socjalnego, albo powrotu do dyskusji o bezwarunkowym dochodzie gwarantowanym?

Z ostatnich badań Eurofundu [Europejska Fundacja na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy – red.] wynika, że od początku kryzysu pracę w Polsce straciło ok. 30% badanych. To stawia nas w górnej stawce UE, za Rumunią, Bułgarią, Włochami, Hiszpanią i Grecją. Nie każdy z tych krajów miał wysoką liczbę zachorowań, ale wszystkie łączy zderegulowany rynek pracy. Podobne wygląda rynek pracy w USA – stąd porażająca liczba bezrobotnych. Im więcej umów niestandardowych, tym więcej osób, które straciły pracę. Dla nich podstawową kwestią jest możliwość powrotu do zatrudnienia, a to wymaga aktywnej polityki rynku pracy. W Polsce nie była ona zbyt dobrze rozwinięta, a kryzys doprowadził do przesunięcia funduszy na bieżące potrzeby – czyli na kolejne „tarcze”.

W obecnej sytuacji pracownicy nie mają na tyle silnej pozycji, by żądać etatu.

Jak zawsze na stole mamy dwie opcje: mniej albo więcej interwencji państwa. Założenie, że rynki same się wyregulują, przypomina mówienie o odporności stadnej. W obu przypadkach założenie jest podobne – muszą być ofiary, żebyśmy wszyscy wyszli z kryzysu silniejsi. Nie sądzę, by obecna sytuacja sprzyjała takiemu podejściu. Z drugiej strony, żeby rozwinąć instrumenty aktywnego rynku pracy, potrzebne są fundusze, a więc redystrybucja dochodowa. Zwłaszcza że kryzys nie dotknął szczególnie najbogatszych. Miliarderzy raczej się wzbogacili, a Jeff Bezos ma szansę już niedługo zostać pierwszym na świecie bilionerem.
Albo pójdziemy w kierunku redystrybucyjnym, albo monetarystycznym i będziemy bardziej pilnować budżetu. Najważniejszy wybór jest jednak inny: czy chcemy wrócić do świata sprzed pandemii, dawnego podejścia do pracy, środowiska naturalnego, priorytetów? Kryzysy, zgodnie z tezą Josepha Schumpetera, okazują się formą kreatywnej destrukcji rzeczywistości i skłaniają do wprowadzania innowacji.