fbpx

Robert Moses. Ukryty władca Nowego Jorku.

Burzył, budował, rządził. Właśnie ukazała się jego komiksowa biografia. O graficznych powieściach i różnych spojrzeniach na miasto rozmawiamy z Agnieszką Rasmus-Zgorzelską, wydawczynią z Centrum Architektury.

Kim jest tytułowy ukryty władca – to mafiozo, polityk, potentat przemysłowy?

Robert Moses był urzędnikiem, który przez pół wieku, począwszy od lat 20. przebudowywał jedno z najważniejszych miast USA. Można powiedzieć, że rządził nim z tylnego fotela. Nigdy nie piastował eksponowanych stanowisk, nie uzyskał mandatu pochodzącego z wyborów. Nadzorował jednak różne obszary działania miejskiego, zasiadając na przykład w miejskiej komisji, która zarządzała parkami i transportem w Nowym Jorku. U szczytu kariery sprawował równocześnie kilkanaście takich funkcji. Pozycję wypracował swoim gigantycznym ego – i niebywałą skutecznością. To postać bardzo niejednoznaczna, zniuansowana. Obecnie przeważają krytyczne opinie o jego działalności, ale udało mu się też wiele osiągnąć, zbudował między innymi cztery mosty, wspaniałe trasy widokowe, zoo, siedemset boisk do baseballa. Nie można mu też odmówić szczytnych pobudek. Chciał przekształcić miasto, by stało się lepszym miejscem do życia dla wszystkich. W praktyce miał przy tym na myśli głównie klasę średnią, posiadaczy samochodów i osoby stosunkowo dobrze sytuowane. Późniejsi krytycy zarzucali mu wręcz rasizm i pogardę dla biednych. Budując nowe parki i wspaniałe obiekty użyteczności publicznej, burzył na wielką skalę.

Inaczej trudno zmienić metropolię?

Nowy Jork jest i był bardzo gęsto zabudowany, zwłaszcza w dzielnicach takich, jak Bronx. Robert Moses uznał je za slumsy. Mieszkańcy protestowali, odpowiadały im ich domy i ulice, małe biznesy i silne więzi sąsiedzkie. Nie mieli ochoty na przeprowadzkę do modernistycznych bloków, ale Moses nie zamierzał pytać ich o zdanie.

Jego osobowość budzi fascynację. Dzięki temu stał się postacią amerykańskiej popkultury. Ilu urbanistów zostało bohaterami rockowego musicalu, piosenek i filmów? Dla Centrum Architektury był podwójnie ciekawy, bo przewinął się w naszych wcześniejszych publikacjach. Wydaliśmy dwie książki Jane Jacobs, w tym Śmierć i życie wielkich miast Ameryki, „biblię” postmodernistycznych urbanistów. Wokół nich już od kilku lat CA organizuje wykłady, wystawy, pokazy filmowe. Wydanie komiksu uzupełnia te działania – jego bohaterem jest postać, z którą Jane Jacobs przez całe życie walczyła. Walczyła jako dziennikarka, ale też aktywistka, broniąc przestrzeni publicznej tworzonej w dialogu z użytkownikami, miasta kształtowanego oddolnie. Wtedy to było coś zupełnie nowego. Mosesowi, człowiekowi innej epoki, moderniście, taki sposób działania zapewne nie przyszedłby nawet do głowy. Dla niego urbanista był patrzącym z góry demiurgiem. Cieszę się, że udało nam się pokazać ten spór. Chociaż historia „Ukrytego władcy…” toczy się w Nowym Jorku, problemy są uniwersalne. W Polsce niektóre z nich pojawiły się później niż w USA – autostradyzacją miast zachłysnęliśmy się dopiero w latach 90., pół wieku po Amerykanach.

Tak samo, jak zeszytami o przygodach Supermana. Ale biografia urzędnika w takiej formie to nowość – skąd wziął się ten pomysł?

Już od kilku lat w Centrum Architektury jako wydawczyni książek miałam lekką obsesję: bardzo chciałam wydawać komiksy o architekturze. Ta forma książki doskonale nadaje się do realizowania misji CA – czyli popularyzacji wiedzy o urbanistyce i projektowaniu. Architektura jest sztuką wizualną. Komiks, jako połączenie tekstu z rysunkiem wydaje się więc medium wprost stworzonym by o niej opowiadać. W Polsce ta nisza jest jednak właściwie pusta, inaczej niż w krajach frankofońskich, gdzie zresztą działają ogromne specjalistyczne księgarnie. Można w nich znaleźć  albumy dotyczące każdego możliwego tematu: filozofii, socjologii, przyrody, wojen, sportu, feminizmu. Komiks jako gatunek przeszedł od opowiadania o superbohaterach do historii zwykłych ludzi.

Przed premierą nie byłam jednak pewna, czy zainteresujemy fanów gatunku, a z drugiej strony naszych dotychczasowych odbiorców. Niesłusznie – wygląda na to, że nakład pierwszego wydania wkrótce się wyczerpie. Nasz album jest świetnie narysowany przez Oliviera Baleza. Autor scenariusza Pierre Christin specjalizuje się w graficznych biografiach wielkich, a czasem kontrowersyjnych postaci, jak George Orwell, choć zajmuje się też innymi gatunkami, od s-f po fabuły społeczno-polityczne.


Ostatnie publikacje CA to książka „Gdzie są architektki” i przewodnik po warszawskiej Pradze. Czy po nich przyjdzie czas na kolejne powieści graficzne?

Mam na oku kilka zagranicznych tytułów. Przede wszystkim jednak chcemy wydawać własne albumy, przygotowane na zamówienie CA – publikacje o mieście, tworzących je architektach i urbanistach. Zwłaszcza tych działających nad Wisłą. W polskim architektonicznym panteonie są postaci nie mniej barwne i interesujące niż Le Corbusier. Na nową premierę musimy jednak jeszcze poczekać. Proces wydawniczy trwa długo, bo album powstaje z setek powiązanych ze sobą ilustracji. Czasochłonne jest też przygotowanie scenariusza. Może się to wydawać zaskakujące, w końcu komiksowe dialogi są krótkie. Stoją za nimi jednak długie godziny spędzone w archiwach, internecie, przeglądanie fotografii i opisów. Wszystko, żeby odpowiedzieć na niekończącą się listę pytań. Jak wyglądała ulica w określonym roku? Jakie kapelusze były modne? Nie możemy pokazać bohatera chwytającego pióro prawą dłonią, jeśli był leworęczny. Ta detektywistyczna praca przypomina trochę pisanie scenariusza do filmu, trochę przygotowanie wystawy, trzeba przeznaczyć na nią kilkanaście miesięcy. Na zdradzanie szczegółów jeszcze za wcześnie, ale na jednym komiksie nie zamierzamy kończyć.

Sztuka w dobie koronawirusa – nowe doświadczanie świata >>