fbpx

Foresight, czyli jak przewidzieć przyszłość?.

Czym jest foresight, czy futurolog jest bardziej skuteczny od wróżki – odpowiada Kacper Nosarzewski, partner w firmie 4CF wyspecjalizowanej w dziedzinie długoterminowej analizy strategicznej.

Colliers: Czy futurologia i foresight to tylko różne nazwy tej samej dyscypliny?
Kacper Nosarzewski: Od starożytności próbowano różnych sposobów zaglądania w przyszłość. Wróżono z lotu ptaków i bydlęcych wnętrzności, łodyg krwawnika, kształtów cieni, gwiazd. Zachodni scjentyzm odciął się od magicznego myślenia, ograniczając sposoby przewidywania przyszłości do metod uznawanych w XIX wieku za racjonalne. Przede wszystkim prognozowania za pomocą jak najbardziej wyrafinowanych modeli statystycznych. Ta metodologia dawała nadzieję na przewidywanie skutków nawet procesów nie w pełni zrozumiałych, za to bardzo skomplikowanych. Na tym gruncie wyrosła futurologia, dyscyplina bardzo modna w XX wieku. Stał za nią modernistyczny imperatyw „kolonizowania przyszłości”, wyznaczania i skutecznego realizowania celów. Futurolodzy analizowali współczesne sobie trendy, próbowali je ekstrapolować i przewidywać nadchodzące zmiany. Nadzieje pokładane w skuteczności prognoz tych specjalistów zawiodły. Łatwo z dystansu wyśmiewać ich niespełnione wizje, ale jednak jest to nie do końca słuszne. Stosowali narzędzia na miarę ówczesnej wyobraźni i wiedzy, a przede wszystkim odpowiadali na bieżące potrzeby. Przywódcy państw żądali od nich odpowiedzi na bardzo konkretne pytania: kiedy osiągniemy określony poziom PKB, poradzimy sobie ze zniszczeniami wojennymi czy rozwiążemy problem analfabetyzmu. I takie odpowiedzi dostawali. Niestety, jak dziś wiemy, mało wiarygodne. Z badań profesora Philipa Tetlocka sponsorowanych przez IARPA [Intelligence Advanced Research Projects Activity, agencja badawcza wywiadu USA – red.] wynika jasno, że sprawdzalność prognoz indywidualnego eksperta jest statystycznie porównywalna z wyborem losowym. Inaczej mówiąc, futurolodzy-celebryci okazali się niewiele lepsi niż szympans zakreślający odpowiedzi na ślepo. Przyszłość nie istnieje, więc nie można jej precyzyjnie opisać – oczekiwanie wysokiej trafności od prognoz jest płonne.

Co w takim razie pozostaje planistom?

Z prac Tetlocka wynikają ważne wnioski co do sposobów „używania przyszłości”, które stanowią założenia foresightu. Sugeruje on, że kluczowy czynnik zapewniający skuteczność to zróżnicowanie perspektyw. Zamiast powierzać analizę jednemu specjaliście, dobrze jest wysłuchać wielu ekspertów z tej samej dziedziny, a jeszcze lepiej zaprosić do współpracy badaczy zajmujących się różnymi polami wiedzy, konsumentów, klientów, przedstawicieli wielu grup społecznych. Inny niż w futurologii jest też cel. W foresighcie nie chodzi o uzyskanie jednej odpowiedzi, tylko rozpatrzenie możliwych wariantów przyszłości i prawdopodobieństwa ich ziszczenia. Przede wszystkim zaś pomagam moim klientem zadać sobie pytanie – czego od przyszłości chcemy? Co uważamy za pożądane i dlaczego?

Futurologia coś nam jednak dała: wiele samospełniających się przepowiedni, równie wiele samonegujących. W latach 70. wiele było katastroficznych wizji upadku cywilizacji jeszcze przed końcem XX wieku. Miało zabraknąć żywności, węgla, ropy. Prosta ekstrapolacja bieżących trendów nie uwzględnia jednak ludzkiej kreatywności, dzięki której pojawiają się innowacje i zwiększa się produktywność posiadanych zasobów. Foresight kwestionuje bieżące założenia, daje narzędzia do kształtowania nowych przyszłości.

Dyscyplina, którą uprawiam, służy przede wszystkim poszerzeniu pola widzenia. Czy o przyszłości dziennikarstwa najwięcej wiedzą dziennikarze? Może wskazówek warto szukać w ewolucji innych zawodów. Takie perspektywiczne, bardziej złożone podejście narodziło się w środowisku wojskowym, kiedy było najbardziej potrzebne – w czasach zimnej wojny. Sprawdziło się w korporacjach, instytucjach badawczych. W biznesie przekłada się na podwyższenie poziomu innowacyjności i szybszy wzrost firm, które z foresightu korzystają.

Po każdym znaczącym wynalazku wizje świata przyszłości zmieniały się jak moda: najpierw spodziewano się nieba zatłoczonego balonami, później latających samochodów, rakiet kursujących jak pekaesy między Ziemią a Księżycem, ulic pełnych sklonowanych zwierząt. Dziś też ulegamy takim uproszczonym wyobrażeniom?

Cały czas wydaje nam się, że żyjemy w okresie niesamowitego przyspieszenia rozwoju nauki i technologii. Tymczasem ten wózek coraz ciężej jest pchać. Wzrost produktywności jest widoczny w gospodarkach zapóźnionych, ale gracze z pierwszej ligi muszą włożyć ogromny wysiłek i gigantyczne fundusze w każdy krok naprzód. Tym bardziej liczy się więc dobre planowanie. Nieprzypadkowo foresight okrzepł na rynkach: amerykańskim, niemieckim, francuskim. Tam sztaby ludzi myślą, jak dobrze spożytkować dostępne środki. Wielkie koncerny jak Thyssen Krupp czy Bosch wydają miliardy na badania podstawowe, nie oczekując przy tym bezpośredniego zwrotu tych wydatków. Wymagania stawiane np. przez fizykę dawno już przekroczyły możliwości pojedynczego laboratorium czy samotnego geniusza. Dziś naukę tworzy się zespołowo, a finansuje ze środków publicznych i prywatnych. To zwiększa szanse na sukces.

W Polsce rynek foresight pozostaje niewielki.

Zainteresowanie foresightem w Polsce jest na razie umiarkowane, ale rośnie z każdym rokiem, mamy coraz więcej zamówień z lokalnego rynku. Kiedyś gros naszych przychodów pochodziło z projektów zagranicznych. Większość moich klientów to wciąż wielkie korporacje międzynarodowe, jednak z każdym zrealizowanym w Polsce projektem wciągamy do współpracy kolejnych ekspertów i instytucje. Także w sferze publicznej. Kilka tygodni temu skończyliśmy zamówiony przez Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju raport na temat scenariuszy rozwoju kraju na lata 2030-2050.

Czy można przewidywać przyszłość w tak długiej perspektywie?

W niektórych branżach, między innymi energetyce, to wręcz konieczność. Między pierwszą decyzją a wbiciem łopaty mijają lata, a funkcjonowanie obiektów liczy się na dziesięciolecia. Branża nieruchomości również wymaga planowania z wieloletnim wyprzedzeniem, okres zwrotu inwestycji jest długi, trzeba założyć wahania koniunktury, zmieniające się potrzeby rynku. Może się wydawać, że w przemyśle odzieżowym jest inaczej, sezonowość to przecież istota mody. Ale już organizacja pracy, dostępność surowców, dostosowanie technologii do założeń zrównoważonego rozwoju to kwestie, które planuje się na lata naprzód. Perspektywa pięcioletnia jest zdecydowanie zbyt krótka, w tym czasie niewiele można zmienić. Dobrym przykładem jest przemysł zbrojeniowy. Prace badawcze, które toczą się dziś, na etap dojrzałej, wdrożonej do użytku technologii wejdą dopiero za dwadzieścia lat.

Prac dyplomowych powstaje wiele, ale przecież tylko nieliczne z nich otwierają nowe ścieżki.

Dlatego kluczowe znaczenie mają tzw. słabe sygnały, pierwsze jaskółki możliwej zmiany. Silnym sygnałem dla konkurencyjnych firm byłoby wyeliminowanie cukru z wszystkich produktów Coca-Coli. W tym samym kontekście słaby sygnał to np. słodzenie jednego z mniej popularnych napojów stewią. Może się to albo okazać nieistotnym eksperymentem albo w ciągu dziesięciu lat wywołać lawinę zmian. Ale wymaga odnotowania i skłania do rozważenia możliwych konsekwencji, możliwych zmian w przyszłości. Polityka każdej firmy zbudowana jest na twardych założeniach. Dla zarządu Kodaka  najważniejsza była przez lata walka z Fuji o prymat na rynku błon fotograficznych. Dlatego Kodak – firma, która w latach 70. wynalazła fotografię cyfrową – zrezygnował z tej technologii i zabronił o niej mówić. Taka polityka może działać w branżach zmonopolizowanych, ale nawet najpotężniejsze firmy nie są wieczne. Linie lotnicze Pan Am miały największy biurowiec na świecie, renomę i pozycję lidera, a do upadku doprowadził je niefortunny zbieg wypadków lotniczych w krótkim odstępie czasu. Niekiedy optymalnym wyborem okazuje się decyzja na pierwszy rzut oka absurdalna. Czasem warto sprzedać coś, co dziś wydaje się najcenniejszym zasobem firmy, żeby skupić się na budowaniu przyszłej przewagi. IBM porzucił niedawno produkcję tradycyjnych komputerów osobistych i swoją pozycję na tym rynku, angażując się w doskonalenie sztucznej inteligencji.

Jak wyłowić słabe sygnały ze statystycznego szumu setek tysięcy publikacji naukowych? Rośnie liczba publikacji, do wielu z nich nikt nie zagląda.

Receptą są narzędzia cyfrowe. To algorytmy przeszukują morze danych, wybierają informacje, w których kryje się innowacyjny potencjał. Często takie materiały kryją się na pograniczu dyscyplin. Oczywiście udział człowieka jest wciąż bardzo cenny, a stosowana przez nas metoda delficka i inne narzędzia umożliwiają wymianę doświadczeń między ekspertami z różnych dziedzin. Z jednej strony mamy więc analizę ilościową, z drugiej jakościową.

Scenariusze kreślone przez futurologów zwykle są ekstremalne – albo utopia, albo ogólnoświatowa katastrofa. Które spojrzenie jest Panu bliższe?

Współpracuję z różnymi klientami. Organy władzy odpowiedzialne za bezpieczeństwo skupiają się raczej na zagrożeniach niż na szansach, biznes – odwrotnie. To, czy dana zmiana jest pozytywna czy nie, nie zawsze jest oczywiste. Warto poddawać w wątpliwość nawet kwestie pozornie oczywiste. Wiele mówi się o reformie edukacji. Kto wie, czy przesadnie nie fetyszyzujemy systemu oświaty jako narzędzia formowania osobowości? Przecież powszechne szkolnictwo powstało w dużej mierze po to, by rodzice mogli zostawić gdzieś dzieci i pójść do fabryki. Zatem zamiast doskonalić ten system, może warto wymienić go na coś zupełnie innego?

Czy podobnie radykalnej zmiany spodziewa się Pan też po miejscach pracy?

Biura w najbliższym czasie prawdopodobnie nie znikną, choć zapewne będą wyglądały i funkcjonowały inaczej niż dziś. Możliwa jest fuzja przestrzeni komercyjnych, biurowych i prywatnych. Z drugiej strony widoczne jest też duże zainteresowanie tworzeniem dobrego środowiska pracy, komfortowego i sprzyjającego produktywności.

Czy zainteresowanie, a właściwie deklaracje potencjalnych użytkowników jest decydujące? W wizjach przyszłości niektóre motywy powtarzają się od lat. Na przykład latające samochody wydają się wciąż równie atrakcyjne, ale kolejne próby ich wprowadzenia kończą się porażką.

Jeszcze niedawno wydawało się, że przeszkody są głównie natury technicznej. Nie udawały się próby skonstruowania bezpiecznego i funkcjonalnego pojazdu tego typu. Teraz gdy odpowiednie rozwiązania są w zasięgu, pojawiły się nowe kwestie. W imię troski o środowisko Skandynawowie rezygnują z lotów samolotami, postulując budowę szybkich kolei w Europie. Gdy marzenie o latającym samochodzie będzie możliwe do spełnienia, może się okazać nieatrakcyjne. Podobnie jak masowa turystyka, która napędza obecnie ruch lotniczy. Przyszłość zapewne będzie całkiem inna, niż większość z nas przypuszcza.

Dziękujemy za rozmowę!

Inne wypowiedzi tego eksperta>>