fbpx

Foresight – czy koronawirus wpłynie na megatrendy?.

Podstawowy cel współczesnego foresightu to kwestionowanie założeń i podważanie uproszczonych sądów – podkreśla Kacper Nosarzewski, partner w firmie badawczej 4CF i członek zarządu Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością.

Colliers International: Pański kalendarz jest wypełniony. W czasach niepewności foresighterzy mają więcej pracy niż zwykle?

Kacper Nosarzewski: Kryzys rzeczywiście skłania niektóre firmy i instytucje do wybiegania wyobraźnią naprzód, ale przede wszystkim uderza w podstawy ich egzystencji. A to skłania raczej do skupienia na bieżącej sytuacji niż na dalekosiężnych planach. Może kiedy opadnie kurz i ukształtuje się jakaś stabilizacja, będzie można spojrzeć w przyszłość bardziej planowo i rozsądnie. W ciągu dekady foresight z dyscypliny zupełnie nieznanej w Polsce stał się uznanym narzędziem, pomaga w odpowiedzialnym planowaniu na skalę firmy i społeczeństwa. Ten trend będzie się w Polsce umacniał, tak jak stało się wcześniej w Niemczech czy USA. Nasi klienci przekonali się, że nie wystarczy znajomość zasobów i prosta ekstrapolacja. Trzeba rozważać różne możliwe przyszłości. W zeszłym roku pracowaliśmy nad scenariuszami rozwoju kraju na zlecenie Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju. Mieliśmy szansę ostrzec m.in. przed potencjałem zaburzeń związanych z pandemią, co prawda, modelując epidemię grypy o znacznie większej skali niż obecna. Obyśmy podobnego wydarzenia nie doświadczyli.

Czy koronawirus jest „czarnym łabędziem”?

Pandemia jako zjawisko, którego nieuchronność można stwierdzić tylko post factum? Nie jest to stwierdzenie, pod którym podpisałby się Nassim Taleb, autor tego określenia. Ogólnoświatowa epidemia nie jest takim zaskoczeniem jak na przykład kryzys finansowy w 2007 roku. Jako ludzkość przygotowujemy się stale na nadejście nowej choroby. Gromadzone są zasoby, trwają badania, epidemiolodzy od dziesięcioleci mówią o poważnym zagrożeniu. Ocena tych przygotowań budzi dziś emocje i sprzeczne opinie, ale podobnie jest przecież także w przypadku innych katastrof. Sytuacja tuż po wielkiej powodzi zwykle przedstawia się przerażająco, straty są ewidentne, nie widać natomiast, jak zadziałały mechanizmy ochronne i jakich strat udało się uniknąć dzięki nim, jakie szkody zrekompensują ubezpieczenia, ile osób uratowano dzięki ewakuacji. Nie da się wykluczyć losowych wydarzeń, ale można ograniczyć ich negatywne skutki. Jako foresighterzy odpowiadamy za wytworzenie u naszych klientów takiej osłony.


W jakim stopniu pandemia jest w stanie zmienić megatrendy albo wytworzyć nowe?

Poszukiwanie miejsc zmiany wektora, wystąpienia nowych trendów to właśnie sedno mojej pracy, nie mogę więc od tego pytania uciec. Możemy wyobrazić sobie przyspieszenie automatyzacji i cyfryzacji pracy. Wiele się o niej mówi, ale pełny potencjał nowych technologii wciąż nie jest wykorzystywany. Wprowadzenie ich w większej skali może przyspieszyć występowanie innych zjawisk. Jedną z możliwości jest np. skrócenie tygodnia pracy do czterech dni. Z drugiej strony natomiast konsekwencją byłby znaczny wzrost bezrobocia, w optymistycznych scenariuszach chwilowy – czyli trwający na przykład dziesięć lat…
W ujęciu holistycznym, jeśli spojrzymy na dobro całej planety, to nie musi być to zresztą złe. Już w latach 50. ubiegłego stulecia Buckminster Fuller zauważył, że żaden dyrektor banku czy fabryki nie wytwarza w ciągu dnia tyle wartości, ile planetę kosztowała jego droga do pracy i z powrotem, jeśli jedzie samochodem. Produkujemy rzeczy kosztem środowiska i innych ludzi. To problem kosztów zewnętrznych.
W mniej rozległej perspektywie zmiana popytu na pracę wywoła problemy socjalne i potrzebę nowych rozwiązań. W maju medialną ekscytację wywołała wiadomość o wprowadzeniu w Hiszpanii powszechnego dochodu gwarantowanego. Wkrótce okazało się, że nie jest on ani powszechny, ani bezwarunkowy – ale może coś w tym jest i zmiany czekają już za następnym zakrętem? Życzmy sobie jednak jak najszybszego powrotu do normalności.

Które trendy są wciąż – na przekór obecnej sytuacji – aktualne?

Żenujące są stwierdzenia, że pandemia wszystko zmieniła, że odwrócimy się od konsumpcji. Może spadły obroty kawiarni, ale w innych branżach obroty wręcz wzrosły. Mamy skłonność do przeszacowywania zmian zachodzących w krótkim czasie, tak jak nie doceniamy przemian w długiej perspektywie.

Pandemia trwa od miesięcy: czy można już pokusić się o oddzielenie efemerycznych zjawisk od nowych trendów? Które z tych ostatnich zakorzeniły się na dobre?

Spodziewam się chęci powrotu do stanu poprzedniego i bardzo ostrożnie podchodzę do medialnych przewidywań związanych z powszechnym wprowadzeniem pracy zdalnej, zwiększeniem dystansu społecznego czy choćby dbałością o higienę. Jednym z powracających wątków jest wizja masowych wyprowadzek z wielkich miast. Nie zdziwiłbym się, gdyby dla niektórych osób pandemia okazała się rzeczywiście impulsem do wyprowadzki na wieś, ale też wątpię, by było to zjawisko o dużej skali.
Na poziomie pojedynczych wskaźników, ubocznym efektem pandemii może być zwiększenie zainteresowania domami z drugiej ręki. W Polsce to rynek bardzo mały i dość hermetyczny. Podejście konsumentów może się jednak zmienić. Na razie decyzja tak poważna, jak zakup nieruchomości na cele mieszkaniowe podejmowana jest przez wiele osób nieracjonalnie. Z jednej strony mamy więc samotnych ludzi w pięciusetmetrowych domach, z drugiej klitki kupione ze względu na bliskość barów w centrum.
Mówiąc o budownictwie mieszkaniowym, przede wszystkim trzeba zadać pytanie – czy w imię komfortu można poświęcać sprawy tak ważne, jak troska o środowisko? Efektywność środowiskowa miast jest znacznie większa niż suburbiów. Koronawirus nie unieważnił fundamentalnych, egzystencjalnych problemów, co najwyżej odwrócił od nich uwagę.

Jakich zmian, w odniesieniu do trendów, można się spodziewać, jeśli druga fala zachorowań nadejdzie i będzie silniejsza niż pierwsza?

Nie mamy odpowiedzi na kluczowe pytania: jak szybko dostępna stanie się skuteczna terapia i kiedy powstanie szczepionka, a to w znacznej mierze zdecyduje o rozwoju sytuacji. Na świecie rysowane są różne scenariusze, różnie też lokowany jest punkt przełamania, po którym zacznie się chaos. Moim zdaniem bardziej potrzebne od tych przewidywań jest skupienie się na działaniu i uważnym obserwowaniu sytuacji. Po wiosennych doświadczeniach firmy są już lepiej przygotowane do zarządzania kryzysowego czy zmiany trybu pracy na zdalny. A konkretne prognozy… W okresie największego  zainteresowania medialnego Polska Agencja Prasowa przedrukowywała komunikaty pewnej firmy, która zajmuje się prognozowaniem na podstawie modeli statystycznych. Można było zobaczyć, jak przewidywany szczyt liczby zachorowań przesuwa się z tygodnia na tydzień. W końcu depesze przestały się ukazywać. Nic dziwnego – te narzędzia nie dają wiedzy praktycznej dyrektorowi firmy ani ministrowi. Dane z modelu są wartościowe, ale nie można ich traktować jako łatwej odpowiedzi. Przestrzegam bardzo przed poszukiwaniem technokratycznych sposobów przewidywania przyszłości, które po pierwsze nadużywają narzędzi statystycznych, a po drugie bazują na strachu i niewiedzy odbiorców. Foresight zdecydowanie się od tego odcina.

Czy foresighter w 2020 roku może być optymistą?

Nie zdarzyło się jeszcze nic, czego nie wkalkulowałbym w swój optymistyczny rachunek. Są zagrożenia i poważne problemy, świat wchodzi w kryzys. Ale też widziałem wokół siebie – i widzę nadal – wiele pozytywnych przykładów, dużo społecznego aktywizmu, niemerkantylne wartości mają wciąż znaczenie. Nie wierzę w przyszłość z apokaliptycznych filmów.

Budynki muszą być dzisiaj smart >>