fbpx

Czy pożegnamy się z koncertami na żywo?.

Jak pandemia zmieniła branżę muzyczną – odpowiada Stanisław Trzciński, kulturoznawca, menedżer kultury, promotor koncertowy i dziennikarz muzyczny.

Mówiąc o kondycji rynku muzycznego, nie da się dziś chyba uciec od narzekań?
Truizmem jest stwierdzenie, że cała branża eventowa ucierpiała przez pandemię szczególnie mocno, bardziej niż turystyka, bardziej niż gastronomia. Jako pierwsza została wyłączona i zapewne najdłużej poczeka na pełne zwolnienie z ograniczeń. Obostrzenia uderzyły w organizację wydarzeń kulturalnych, w tym oczywiście w najbliższą mi dziedzinę muzyki. Co szczególnie bolesne, nie uruchomiono dotąd poważnej i powszechnej pomocy publicznej dla poszkodowanych. Ogłaszane co kwartał numery PKD na pomoce i zwolnienia z ZUS-u omijają wiele podmiotów z sektorów kreatywnych, ale także z branży reklamowej. Z kolei w sytuacji, gdy zgadzają się PKD, to nie pozwala się uznać firmom jednoosobowym wpłacanych składek ZUS na właściciela jako jednego pracownika, od którego byłaby naliczana choćby minimalna pomoc. A takich przypadków wśród mikroprzedsiebiorców na rynku muzycznym jest przecież najwięcej.

Wielu artystów narzeka na swoją sytuację finansową.  
Problem ma cała branża kreatywna. W Polsce mamy 60 tysięcy twórców, zostało to policzone – przy moim skromnym udziale w ramach zespołu Centrum Badań nad Gospodarką Kreatywną SWPS – na potrzeby przygotowywanej ustawy o statusie zawodowym artysty. Ale poza nimi jest jeszcze rzesza ludzi pracujących wokół projektów. W przygotowaniu koncertu biorą udział nagłośnieniowcy, oświetleniowcy, producenci, pracownicy techniczni, scenografowie i tak dalej. To także agencje, impresariaty, same instytucje kultury. Łącznie w branży pracuje około 350 000 osób. Dla tego środowiska najbardziej frustrujące jest porównywanie do innych dziedzin gospodarki. Tarcze antykryzysowe dystrybuowane przez Polski Fundusz Rozwoju dostosowują skalę pomocy finansowej do liczby etatów w danym przedsiębiorstwie. Tyle, że akurat w tej branży większość firm nie ma ani jednego etatowego pracownika, od wielu lat podstawą są umowy cywilnoprawne. To zamyka temat.

Zapowiedziano wprowadzenie opłaty reprograficznej, to jest opłaty doliczanej do cen urządzeń i nośników służących do kopiowania treści np. skanerów, kopiarek, czystych płyt CD. Część tych funduszy ma trafić do tworzonego właśnie funduszu wspierania i ubezpieczeń dla artystów. Pomysł nie jest nowy, ale za długo czekamy na jego wprowadzenie.

Pozostają stypendia, ale jak wspomniałem – to kropla w morzu potrzeb. A wspomniane przez mnie składki ZUS nie obejmują zbyt wielu podmiotów. Francja, Hiszpania, Niemcy, ale też kraje Europy Środkowej przeznaczyły na pomoc o wiele większe środki, każdy kraj to miliardy euro, ale przede wszystkim dały one do niej dostęp liczniejszej grupie odbiorców i podmiotów. Nam pozostaje się cieszyć z setek milionów wydawanych na konkursy ministerialne.

Jak w tej sytuacji radzą sobie polscy kreatywni?
Bardzo wielu twórców zajęło się swoimi dziełami. Mają mniej innych zajęć, chcą jak najlepiej wykorzystać ten trudny czas. Ewidentnie widać większą aktywność twórczą, jej efekty zobaczymy wkrótce. Z drugiej strony środowisko czeka okrutna weryfikacja, niektórzy po prostu odejdą.

Co w takim razie czeka nas po wygaśnięciu pandemii?
Nikt nie ma na to pewnej odpowiedzi, skoro przewidywania opierają się na intuicji, a nie na twardych danych. Według wielu ekspertów sytuacja wróci do normy raczej po dwóch-trzech latach niż w kolejnym sezonie.

Trzy lata? To brzmi jak wyrok.
Jeśli zaczniemy znów odwiedzać kina, jeść w restauracjach, to słuchanie muzyki na żywo też wróci. Nie spodziewam się kłopotów, jeśli chodzi o festiwale, wydarzenia na świeżym powietrzu. Małe sale będą budzić więcej obaw, choć przecież sklepy i galerie handlowe nie opustoszały, a nie są bardziej bezpieczne od klubów. Wydaje mi się, że publiczność pojawi się na koncertach, kiedy maseczki nie będą już konieczne. A to potrwa. Myślę jednak, że pojawią się nowe formy kontaktu z muzyką, rynek dostosuje się do sytuacji.
Gdyby spytał mnie Pan, czy widzę pozytywne strony obecnej sytuacji, zaprzeczyłbym… ale coś się zmienia. Osoby, które dotąd nie korzystały intensywnie z zasobów online, w ciągu ostatnich miesięcy nabrały nowych umiejętności. Pandemia wymusiła przyspieszoną edukację cyfrową społeczeństwa. To ułatwia przeniesienie kontaktu z kulturą do digitalu.

Korzystanie z sieci może być wygodne dla odbiorców, ale czy nie okaże się gwoździem do trumny samych twórców? W sieci wiele osób szuka tylko darmowych treści.
Dla artystów najważniejszy jest bezpośredni kontakt ze słuchaczami. Pod tym względem obecna sytuacja jest rzeczywiście fatalna. Z drugiej strony, natura nie znosi próżni. Jako kulturoznawca mogę zapewnić, że muzyka przetrwa, zmienią się co najwyżej formy jej przekazywania. Powstanie model zapewniający bezpośredni kontakt, a tymczasowa przerwa sprawi co najwyżej, że ludzie będą bardziej głodni takich doznań.
Wiadomo, że magię uczestnictwa w koncercie trudno wymienić na oglądanie go w sieci. Podobnie było jednak z wcześniejszymi rewolucjami technicznymi. Gdy wynaleziono fonograf, mówiono o niższości nagrania względem prawdziwej muzyki. Gdy zaakceptowano płyty, pojawiło się radio z zupełnie inną charakterystyką dźwiękową. To nie przejdzie, zapowiadali początkowo muzycy. Teraz podobnie myśli się o digitalu.

Tymczasem w sieci jest już dystrybucja, a czekają nas poważniejsze, systemowe zmiany. Powstaną nowe platformy uczestnictwa w koncertach online – i nie tyle odciągną publiczności od muzyki słuchanej na żywo, ile astronomicznie powiększą liczbę odbiorców. Właśnie to zrobiły płyty, a później radio, spopularyzowały nowe gatunki. Co prawda przy okazji muzykę spauperyzowały. Im więcej odbiorców, tym niższe wymagania co do jakości.

Pandemia zafunduje nam muzyczną rewolucję?
Co najwyżej przyspieszy proces, który i tak się toczy od co najmniej 20 lat. To kwestia dostępnej technologii. W praktyce najważniejsze są kwestie finansowe, znalezienie modelu akceptowalnego dla twórców i odbiorców. Muszą dotrzeć się przyzwyczajenia słuchaczy. Na razie jesteśmy w fazie eksperymentów, ale pierwszy krok jest już postawiony. Od lat w operach i teatrach można obejrzeć transmisje z zagranicznych scen. Sądzę, że przyszłość należy jednak do serwisów, w których opłacać się będzie abonament, czyli subskrypcję. Na model „Pay Per View” publiczność raczej nie jest gotowa.
Jednego jestem pewien: w tej chwili wiele tęgich głów o tym myśli. W wyścigu wezmą pewnie udział globalne projekty, a gdy jeden z nich zyska odpowiednio dużą popularność – wszyscy pójdą do niego. Ten schemat wielokrotnie się powtarzał.

Mimo wszystko oglądanie koncertu na ekranie wydaje się doświadczeniem zubożonym.
Jakość dźwięku przenośnych urządzeń jest nieporównanie lepsza niż kilka lat temu. Rynek przenośnych głośników jest jednym z największych w branży. Dodajmy do tego jeszcze technologię wyświetlania treści. Projektory staniały i są łatwo dostępne, coraz częściej eksperymentuje się z VR. Nasze dzieci będą mogły zaprosić znajomych do salonu, wyświetlić im scenę festiwalu Coachella w Kalifornii i wspólnie wziąć udział w koncercie. W kolorze i 3D. Brzmi futurystycznie, ale w branży eventowej hologramy już teraz są normalną usługą. Może na razie nie najtańszą, za to dającą duże możliwości. Dzięki nim można chociażby wysłać w trasę nieżyjące od dawna gwiazdy.
To wszystko nie znaczy, że dawne przyzwyczajenia zanikną. Tak naprawdę wszystkie formy kontaktu z wysokojakościową muzyką wciąż istnieją. Wróciła moda na winyle, a dzisiaj wracają nawet kasety magnetofonowe. Tak, jak różne style. Przetrwała przecież muzyka poważna, której nie tak dawno wieszczono bliski koniec. W 2008 roku nasza agencja przeprowadziła z firmą TNS ogólnopolskie badanie preferencji muzycznych Polaków, a dwa lata temu zostało to potwierdzone w badaniach IFPI. Klasyki słucha 15% Polaków. Inna rzecz, że w Europie słucha się jej już inaczej niż kiedyś, a i u nas działalność NOSPR czy w pewnym stopniu innych instytucji np. Filharmonii Szczecińskiej odchodzi od wzorów typowej filharmonii XX wieku. Odbiór jest bardziej wyluzowany, awangardowy, interesujący dla młodych ludzi. To, co najważniejsze pozostało. Wszyscy, którzy martwią się dziś o przyszłość muzyki, mogą spać spokojnie.

Różne oblicza natury >>