fbpx

Co gryzie Billa Gatesa – czyli jak uratować świat przed katastrofą klimatyczną?.

Od kilkunastu miesięcy rządy państw i organizacje mierzą się z pandemią. Jej skutki odczuwamy zarówno w sferze zawodowej jak i prywatnej – często pozostając w domach i ograniczając wiele swoich aktywności. Nie możemy jednak zapominać, że mimo tego świat nie stoi w miejscu. Świat pędzi. I to w kierunku, który niekoniecznie nam się podoba. Jeśli jednak Bill Gates pozostaje optymistą, to także i my powinniśmy spojrzeć w przyszłość z ufnością, ale też przygotować się na zmiany.

„Jak ocalić świat…”, najnowsza książka Billa Gatesa zaskakuje – przede wszystkim skalą optymizmu, który manifestuje założyciel największej na świecie organizacji filantropijnej. Jeśli chcemy, by wszystko zostało, jak jest, wszystko musi się zmienić… cytat z „Lamparta” Giuseppe Tomasiego di Lampedusy mógłby być mottem książki Gatesa. Ten ostatni jedną ręką rysuje wizje katastrofy klimatycznej, czekającej świat około 2050 roku. Drugą zaś kreśli wizje przyszłości zaskakująco zwykłej i bardzo amerykańskiej. Takiej, w której wciąż będzie można cieszyć się smakiem dobrze wysmażonego hamburgera, szybką jazdą samochodem, czy dużym domem wypełnionym elektronicznymi gadżetami. Co więcej, model zachowań zarezerwowany przez lata dla bogatego Zachodu ma stać się powszechniej dostępny, poziom życia w krajach rozwijających się – wyższy, a światowe zużycie energii większe niż kiedykolwiek wcześniej.

Czy opisywany świat przyszłości to tylko „większa i lepsza” wersja obecnego? Niezupełnie, bo pod powierzchownymi podobieństwami kryją się różnice: hamburger w 2050 roku będzie musiał być wegański, albo przygotowany z mięsnych kultur tkankowych, a nie z pasących się na łąkach zwierząt. Stacje benzynowe znikną, zastąpione przez punkty ładowania wszechobecnych pojazdów elektrycznych, a stal konstrukcyjna powstawać będzie w zasilanych elektrycznością hutach.

Człowiek od Excela


Choć Gates nie unika okrągłych zdań, stale wraca do konkretu: liczb. Najważniejsza z nich to 51 000 000 000. Pięćdziesiąt jeden miliardów. Zgodnie z najnowszymi badaniami tyle ton gazów cieplarnianych świat emituje do atmosfery rocznie, w dodatku z tendencją wzrostową. Druga powracająca liczba to 0. Taką emisję ludzkość powinna osiągnąć w 2050 roku, żeby uniknąć najgorszych skutków zmian klimatu, zmieniających pokaźną część planety w miejsce nie nadające się do życia. Wydaje się to trudne – i takie właśnie będzie (…) Dobra wiadomość: damy radę.
Kolejne rozdziały przekonują, że znaczna część niezbędnych do osiągnięcia celu narzędzi jest już dostępna, wymaga tylko powszechniejszego stosowania. Inne niezbędne rozwiązania, jak reaktory jądrowe nowej generacji czy tanie magazyny energii mają być już na wyciągnięcie ręki.

Budownictwo: beton i stal

Same tylko Chiny w pierwszych 16 latach XXI wieku zużyły więcej betonu niż USA przez cały XX wiek, a boom budowlany wymaga także gigantycznych ilości stali czy szkła. Można założyć, że zapotrzebowanie na te materiały jeszcze wzrośnie; tymczasem ich produkcja jest związana z uwalnianiem gazów cieplarnianych – przynajmniej tony dwutlenku węgla na każdą tonę cementu. Jak pogodzić potrzebę podwyższania poziomu życia z troską o klimat? Po raz kolejny na pomoc przywoływane są nowe technologie: wytwarzanie cementu z wody morskiej i dwutlenku węgla wychwytywanego w elektrowniach, albo potraktowanie gazów cieplarnianych jako surowca do produkcji tworzyw sztucznych. Związki węgla byłyby w ten sposób wiązane w plastikowych (nie rozkładających się przez tysiące lat) okowach. Czy to rozwiązanie zachwyci ekologów walczących ze słomkami i butelkami PET – wątpliwe, ale emisja gazów cieplarnianych netto okazałaby się ujemna. Jako uzupełnienie Gates proponuje m.in. instalacje pochłaniające atmosferyczny dwutlenek węgla. Warto w tym miejscu wrócić do pierwszej przywołanej liczby: 51 miliardów ton. Ilu nowych zakładów trzeba, by efekt ich działania okazał się widoczny?

Kluczem do sukcesu jest skala działań. Wiele wymienionych w książce technologii pozostaje zaledwie koncepcjami, inne nie wyszły poza testy w skali laboratoryjnej. Autor przyznaje się zresztą do chybionych inwestycji w obiecujące początkowo pomysły. Ale nawet gdyby wszystkie narzędzia były już w zasięgu ręki, pozostanie kwestia ich użycia, ponieważ aby zredukować emisje do zera, niezbędna jest współpraca w skali światowej. O tym, jak trudno osiągnąć takie porozumienie przypomina chwiejna postawa samych Stanów Zjednoczonych, które w 2019 roku wycofały się z paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku.

Można narzekać, że autor nie stoi mocno na ziemi – ale zdecydowanie skupia na niej swoją uwagę. Pisze z przekonaniem – i łatwo uwierzyć w jego szczere zainteresowanie tematem, patrząc na zdjęcia uśmiechniętego Amerykanina zwiedzającego fabryki nawozów sztucznych i geotermalne elektrownie na końcu świata. Nie można też odmówić mu siły oddziaływania; dzięki swojej pozycji ma szansę dotrzeć zarówno do rzesz Amerykanów, jak i politycznych decydentów. Zarysowane w „Jak ocalić świat…” wizje mogą poważnie wpłynąć na przygotowania do nadchodzącego kryzysu klimatycznego, a tym samym nakreślić przyszłość świata, który musi się zmienić, by przetrwać.

Bill Gates. Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy. Tłum. Michał Rogalski, Agora 2021

Zobacz jaki wpływ wywiera technologia na rynek pracy -> Nowa rzeczywistość, nowe kompetencje.